Pułtuszczanin, który odmienił Warszawę
07.06.2017.

 
Kilka miesięcy temu Gazeta Metro Warszawa wybrała 10 osób, które mogą mieć realny wpływ na życie Warszawy w 2017 roku. Na liście znaleźli się nie tylko politycy i aktywiści, ale także restauratorzy i społecznicy. Jedną z tych osób jest Łukasz Puchalski – pułtuszczanin, obecnie dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie, pełnomocnik Prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz – Waltz ds. komunikacji rowerowej, jeden z najskuteczniejszych i najbardziej rozpoznawalnych urzędników w stolicy Polski.
W ekskluzywnym wywiadzie dla Pułtuskiej Gazety Powiatowej opowiada o ścieżce swojej kariery, o pasji do rowerów i o tym, dlaczego będąc warszawianinem wciąż czuje się pułtuszczaninem. Z Łukaszem Puchalskim rozmawiała Ewa Kowalczyk.
 
 
 
Dzięki Panu Warszawa przeżywa wielki rozwój infrastruktury rowerowej. Rowery to Pana pasja czy tylko zawodowa działalność?

W 2012 roku wdrożyliśmy w stolicy Veturilo jeden z największych w Europie systemów roweru publicznego. Wiedzieliśmy, że realizując ten projekt potrzebujemy konsekwentnej i zdecydowanej polityki rowerowej. Prezydent Hanna Gronkiewicz – Waltz powierzyła mi to zadanie. Zrobiliśmy inwentaryzację, określiliśmy strategie średnio i długookresową. Następnie dobraliśmy narzędzia i zabezpieczyliśmy środki. Wszystko w trybie konsultacji z mieszkańcami i organizacjami pozarządowymi. Dziś mamy spójną wizję, wypracowane mechanizmy, sporo sukcesów i jeszcze więcej wyzwań, ale z zabezpieczonym finansowaniem przy dużym wsparciu środków unijnych. 
Co do pytania o pasje – trudno osiągnąć sukces w pracy chodząc do niej tylko dla pieniędzy. Pasja jest motorem napędowym w życiu codziennym i zawodowym. Ja podejmuję się jedynie zadań, w których słuszność wierzę.   

 
Jak to się stało, że człowiek z Pułtuska stał się jednym ze skuteczniejszych i rozpoznawalnych urzędników w stolicy Polski?

Ciężka praca, determinacja i odrobina szczęścia. W Warszawie pracuję od 1999 roku, zaczynałem jako referent u Wojewody Mazowieckiego. Od 2007 roku pracuję już w jednostkach podległych warszawskiemu ratuszowi. W tym czasie w Pułtusku kończyłem studia związane z administracją publiczną, dalej kształciłem się już w Warszawie na SGH zdobywając wiedzę m.in. z zakresu zarządzania nieruchomościami oraz administrowania funduszami unijnymi. W tym samym czasie budowałem zespołu ludzi ambitnych, zaangażowanych, oddanych Warszawie. Bez nich nie byłoby żadnego z sukcesów. 

Czy często przemierza Pan warszawskie ścieżki rowerowe? Jak Pan je ocenia z perspektywy nie osoby, która odpowiedzialna jest za ich powstanie, ale z perspektywy przeciętnego warszawianina, tego który wsiada na rower po ciężkim dniu pracy i aktywnie odpoczywa?

W Warszawie coraz więcej osób korzysta z rowerów przez cały rok, ja korzystam z tego środka transportu w okresie wiosna – jesień. Samochód przestaje być symbolem zamożności, przegrywa też bardzo często z rowerem pod względem czasu przejazdu, wśród warszawian rośnie świadomość ekologiczna. To wszystko sprawia, że z roku na rok na stołecznych drogach rowerowych robi się ciaśniej. Dziś ponad 4% podróży w Warszawie odbywa się na rowerze, potencjał jest olbrzymi np. w miastach niemieckich ten wskaźnik jej zazwyczaj dwucyfrowy. To jest paliwo, które mnie i mój zespól napędza, chodź dla mnie w pracy szklanka jest zawsze w połowie pusta. 
 
 
Jak warszawianie oceniają Pana pracę? Przecież odmienił Pan Warszawę, można powiedzieć spełnił Pan marzenia wielu Mieszkańców…

Jak każdy mam zwolenników i wrogów. Nigdy nie unikałem dyskusji i zawsze jestem otwarty na konstruktywną krytykę. Zwolennicy dają siłę, krytycy nie pozwalają osiąść na laurach

Kolejnym stopniem w Pana karierze było objęcie stanowiska wicedyrektora ds. inwestycyjnych w Zarządzie Transportu Miejskiego w Warszawie. Na początku nie wróżono Panu sukcesów, ale zaskoczył Pan wszystkich swoich krytyków. Dziś jest już Pan dyrektorem ZTM. Zawrotne tempo… To imponuje i jednocześnie napawa nas dumą, że pułtuszczanin zaszedł tak daleko, a na swoim koncie ma wiele zawodowych sukcesów. Jak dzięki Panu zmieniła się drogowa Warszawa? 

Drogowo staramy się premiować komunikację publiczną, rowerzystów i pieszych. Eliminować bariery architektoniczne i szukać przestrzeni na zieleń. Priorytetem nadrzędnym jest dla mnie jednak bezpieczeństwo. Za dużo złego dzieje się na drogach, nie można dalej na to przymykać oka. Dla kierowców mamy propozycję z zakresu smart city – zintegrowany system zarządzania ruchem, i e – parkowanie, czyli system naprowadzania na wolne miejsca parkingowe, który zamierzamy w najbliższych latach budować. Taka formuła daje Warszawie szansę na dalszy rozwój.
W samej organizacji nastawiony jestem na optymalizację, synergię i szukanie dodatkowych źródeł finansowania, ponieważ „w drogach” potrzeb jest zawsze więcej niż pieniędzy. 

Pochodzi Pan z Pułtuska. Jak wyglądała Pana działalność zawodowa, zanim został Pan pełnomocnikiem Prezydenta m. st. Warszawy ds. komunikacji rowerowej?

Tak jak już mówiłem swoja przygodę z administracją publiczną zaczynałem w 1999 roku, jako referent w Urzędzie Wojewódzkim. 18 lat później jestem Dyrektorem Zarządu Dróg Miejskich i Pełnomocnikiem Prezydenta m. st. Warszawy. Po drodze jeszcze kilka pięknych lat pracy w Zarządzie Transportu Miejskiego początkowo, jako kierownik komórki zarządzającej nieruchomościami, później Dyrektor Pionu Inwestycji odpowiadający m.in. za budowę metra. W tym samym czasie byłem również Pełnomocnikiem Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, a następnie Ministra Infrastruktury i Rozwoju. W 2015 roku skończyliśmy budowę odcinka centralnego II linii metra, ogłosiliśmy przetarg na 6 kolejnych stacji i trafiłem do ZDM, gdzie z marszu musiałem dokończyć odbudowę Mostu Łazienkowskiego. Trochę dużo się tego zrobiło. Musiałem wiec z czegoś zrezygnować. Zrezygnowałem z pracy w Ministerstwie, aby skoncentrować się na pracy w „mieście”.  Tak więc do tego, gdzie dziś jestem sporo czasu i pracy minęło.
 
 
Muszę przyznać, że my pułtuszczanie zazdrościmy trochę warszawianom tej wspaniałej, daleko rozwiniętej infrastruktury rowerowej. Czy uważa Pan, że Pułtusk ma potencjał na rozwinięcie infrastruktury rowerowej? Czy można coś zrobić dla pułtuskich rowerzystów?

W Warszawie mamy już ok 500 km infrastruktury rowerowej i plany na kolejne 150 km. Stolica jest duża i odległości pomiędzy celami podroży często nie zachęcają do korzystania z roweru. W Pułtusku jest inaczej, wszędzie blisko. Odległości do 5 km są sprzyjające dla korzystania z roweru. Nie trzeba tez tak dużych nakładów na budowę infrastruktury rowerowej, z drugiej strony im mniejsze miasto tym niestety jeszcze cały czas większy kult samochodu. Postawą dla rozwoju ruchu rowerowego jest stworzenie kręgosłupa komunikacyjnego minimum jednej ścieżki w relacjach wschód – zachód i północ – południe, koniecznie przechodzących przez centrum miasta. Piękne miasto i jego okolice dodatkowo zachęcają do rekreacyjnego korzystania z rowerów.

Czy często bywa Pan w rodzinnym mieście, w Pułtusku? Może pozostały jakieś szczególne wspomnienia? Jaki Pułtusk Pan zapamiętał?

Coraz rzadziej, ale wspomnień mam całą masę – pewnie na dwa pełne wydania gazety… W Pułtusku mam cały czas rodzinę, przyjaciół z lat szkolnych. Jeśli chodzi o ludzi o Pułtusku tylko dobrze mogę mówić. Jeśli chodzi zaś o samo miasto – nie chcę nikogo urazić, ale Pułtusk moich wspomnień to niestety lepszy Pułtusk niż ten obecny. Pierwsze lata mojej pracy w Warszawie to dojazdy z Pułtuska. Dojazdy z pięknego Pułtuska do smutnej, brzydkiej Warszawy. Ówczesny Pułtusk to miasto tętniące życiem pełne młodzieży, Dom Polonii i WSH w rozkwicie. Wydawało się, że możliwości wynikające z płynących do Polski środków unijnych, lokalnego ośrodka akademickiego i historii to idealny mix do tego, aby potencjał Pułtuska eksplodował. Niestety tak się nie stało – coś się nie udało. Szkoda, bo to chyba ostatnia tak hojna dla nas perspektywa unijna. Nie wiadomo jak w przyszłości unijne środki będą dzielone, ale można z dużą dozą pewności przyjąć, że na pewno mniej korzystnie dla Polski. W ostatnich 10 – ciu latach w Warszawie udało się pozyskać miliardy dotacji (w przeliczeniu na mieszkańca blisko 22 tyś zł), dzięki, którym nasza stolica jest znów piękna i atrakcyjna. Szkoda, że Pułtusk z tej szansy nie skorzystał w podobnej skali.      

Czy czuje się Pan jeszcze pułtuszczaninem, czy jest już warszawianinem? A może jedno i drugie?

Nigdy nie wstydziłem się tego skąd jestem. To, że urodziłem się w Pułtusku i z tego pięknego miasta pochodzę było, jest i będzie dla mnie zawsze powodem do dumy. Jestem pułtuszczaninem. W sercu jest tez miejsce dla Warszawy, wiele lat pracy dla tego miasta spowodowało, że bardzo mocno zżyłem się ze stolicą i z całą pewnością mogę też o sobie powiedzieć – warszawianin.

Dziękuję za rozmowę. Życzymy wielu sukcesów i oczywiście zapraszamy do Pułtuska jak najczęściej.

Dziękuję.