|
Niedziela, 1 Sierpnia 2010
|
| SMACZNEGO |
|
|
| 16.12.2009. | |
|
Moje pożycie rodzinne układa się bezproblemowo, ponieważ jestem stworzeniem wszystkożernym. Jadam marchewkę z groszkiem, kaszę manną na mleku, kartoflankę, pieczoną golonkę, chleb z delmą, szpinak z jajkiem, smażoną cukinię, brokuły i inne podejrzane warzywa. Konflikt kulinarny zaistniał w naszym domu tylko raz, gdy żona zamiast przygotować jakieś proste danie, jak na przykład wołowinę w sosie śliwkowym na płatkach dzikiej róży, postawiła na stole sushi. Nie wytrzymałem – prawdziwy Polak takich rzeczy do ust nie bierze. Ale nie ważne co jada się w naszym domu. Rzecz w tym, że pojawiły się w różnych mediach wiadomości dość szokujące. Szczególnie przed zbliżającymi się świętami, które przecież tradycyjnie są okazją do ogólnonarodowego obżarstwa. Pierwsza informacja głosi, że handlowcy wyliczyli, iż na święta Polacy wydadzą 20 miliardów złotych. Tak niewiele zapewne z powodu kryzysu. A połowa tej zawrotnej sumy pójdzie pewno na jedzenie.
Tymczasem, tu druga informacja, jemy proszę rodaków same świństwa. W jednej trzeciej zakładów „przerabiających” mięso na wędliny oszukują nas. W kiełbasach jest za dużo tłuszczu i skrobi, zbyt wiele białka, a za mało mięsa. A gdy trafi się już mięso to jest nie tego gatunku, co powinno. Ci, którzy przeprowadzali te badania byli tak zaskoczeni swym odkryciem, że nawet nie sprawdzali co znajduje się np. w różnego rodzaju mielonkach.... No i te wszechobecne konserwanty... Za tzw. komuny, jak niektórzy pamiętają, problemem było kupno papieru toaletowego. Opozycjoniści twierdzili, że papieru brakuje bo jest dodawany do pasztetowej. I mogło tak być, bo smakiem owa kiszka rzadko różniła się od papieru. Teraz jednak kiedy papieru toaletowego, kolorowego i szarego, perfumowanego i z obrazkami, jest pod dostatkiem, albo i więcej, rodzi się w narodzie proste pytanie: co więc dodawane jest do pasztetowej?... I niech nikt nie myśli, że wystarczy nie jeść mięsa lub wędlin i będzie zdrowo. Nie. W naszych pierogach jest zwykle jedna czwarta mięsnego farszu, zamiast połowy. W co trzecim polskim serku, nawet z napisem „bez konserwantów”, znajduje się chemia. Co prawda to badanie przeprowadzili Niemcy, więc może nieco je zafałszowali, by ograniczyć polski eksport do unijnych sklepów, ale faktem jest, że chemia w polskich serkach jest. Niech nie myśli, że wygrał ktoś gustujący w rybach. Oto w puszkach rybek kupowanych w naszych sklepach jest za mało... ryb, a za dużo oleju. I pewnie rzepakowego. Podobnie oszukują swoje zdrowie zwolennicy wszelkiego rodzaju barów. 85 proc. tzw. fastfudów robi ich w konia. Keczup nie ma nic wspólnego z pomidorami, a zamiast sera na pizzy znajduje się... wyrób seropodobny. Pora na trzecią, bardziej jeszcze przerażającą informację. Oto niejaki Jewgienij Moskalow z politechniki w Petersburgu stworzył wódkę w kapsułkach. Jest to możliwe tylko dlatego, że rodzice dali mu takie, a nie inne imię. Wszak „gienij” po rosyjsku znaczy geniusz. Otóż ów geniusz dodaje alkohol do... wosku. Kiedy mikstura stwardnieje można ją krajać w plasterki, robić kulki, kółeczka i inne cudeńka. Podobno smakuje „toto” jak świeczka, ale twórca już pracuje nad różnymi dodatkami, by smak wódy w pastylkach ucywilizować. Zresztą nikomu zaprawionemu w konsumpcji denaturatu czy wody brzozowej smak świeczki na pewno nie będzie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie – może przypomnieć świąteczną atmosferę domu rodzinnego i czas wybierania prezentów spod prawdziwej choinki. Powyższy pomysł dorównuje swą rangą wynalazkowi koła, pieniądza, a może nawet idei kopernikańskiej. Po pierwsze – koniec stresów. Już nigdy nikomu nie stłucze się butelka wódki! Po drugie – wódka w pastylkach nie obciąża tak serca jak wódka w płynie. Po trzecie – poręczne to. Na wypad za miasto nie trzeba brać całego bagażnika skrzynek, wystarczy tylko kilka pudełeczek. Po czwarte – koniec z wymyślaniem coraz to nowych nazw wódek. A to absolwent, a to pułtuska, to znów litewska, gorbaczow czy jeszcze inna. Teraz każda wódka będzie się nazywać moskalowka i już. Oczywiście są i wady tego wynalazku. Jak biesiadować kilka ładnych godzin przy pastylkach? Jak po odśpiewaniu „Sto lat” łykać pastylkę na stojąco? Jak tu stukać się pastylkami przy staropolskim „na zdrowie”? Dobrze, że wódczane kapsułki wejdą na nasz rynek dopiero po świętach. Wystarczy, że już domorośli fachowcy od jedzenia (skąd się tacy wzięli) proponują Polakom na kolacje wigilijną... oczywiście sushi, ale także babeczki z kawiorem lub kalmary w cieście sezamowym. Bo podobno karpie, zestresowane brutalnym odławianiem, smażeniem i oblewaniem galaretą nie są wcale takie zdrowe... Święta mają być czasem radości, spokoju, wyciszenia. Ale jak tu się wyciszyć po takich bzdurnych propozycjach? A jeszcze kupowanie tych cholernych prezentów...
|
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|