|
Niedziela, 1 Sierpnia 2010
|
| NIKT NIE WIE |
|
|
| 09.11.2009. | |
|
Wreszcie trochę przyjemności. Władza lokalna postanowiła zrobić mi
dobrze. To znaczy nie tylko mnie, ale i moim sąsiadom. W niebrzydkiej
okolicy, gdzie mamy szczęście zamieszkiwać, zdecydowano wreszcie
wyasfaltować ulicę. Mimo, że wyboje są bliższe naturze i bardziej
ekologiczne - wszyscy są zadowoleni. Sąsiedzi, bo nie będą dewastować
swych organizmów i pojazdów, władza, bo „zaplusowała” przed
przyszłorocznymi wyborami, ja – bo zawsze lubiłem jak ojczyzna się
bogaciła i piękniała. Ta Mała też....
Praca ruszyła z kopyta. Ponieważ jestem jednak ciekawski, pewnego dnia zapytałem robotnika pracowicie przesypującego łopatą ziemię: -Czy tu będzie chodnik? – Nie wiem – odpowiedział zwięźle i prawdziwie przedstawiciel klasy robotniczej. Okazało się, że ów miły człowiek po prostu przesypuje tylko ziemię albo kopie rów. Ale po co to robi i co z jego pracy wyniknie - już go nie interesuje...
I wcale nie mam zamiaru „czepiać” się owego człowieka. Przecież nie pierwszy to, i na pewno niestety nie ostatni, przypadek, że Polak wykonujący pracę nie wie co robi i po co. Ot, niedawno jakiś maszynista wsiadł do lokomotywy nawalony jak stodoła po żniwach. Nie wiedział, że będzie prowadził? Podobnie jak ci kierowcy autobusów i tramwajów, których co kilka dni łapią pijanych... A czy lekarze, którzy „na rauszu” badają chorych wiedzą co robią? Choć tu sprawa jest o tyle prosta, że niedługo zbankrutują wszystkie szpitale w Polsce, więc lekarze będą przyjmować tylko w zaciszu swych willi. A wtedy to już nasza sprawa czy pójdziemy do podchmielonego czy trzeźwego doktora. A – jak na razie – nie zanosi się na zamykanie wszystkich linii kolejowych, bankrutują tylko regionalne... A czy operator koparki zrywający sieć telefoniczną wie co robi? A facet nie dokręcający właściwie kół w samochodzie na stacji obsługi? A drań sprzedający alkohol metylowy na targowisku? A czy Gołota, któremu już dawno odeszła ochota do bitki, stając do walki z młodszym i bardziej bitnym Adamkiem wiedział co robi? A piłkarze nożni przynoszący wstyd Polsce wiedzieli co robią, gdy dostawali baty od Słoweńców i Czechów? I tak dalej, i tak dalej... O posłach, którzy nie bardzo wiedzą co robią głosując za ustawami, które następnego dnia trzeba nowelizować, czyli - mówiąc po polsku – poprawiać, nie wspominam, ponieważ zawsze byłem przeciwnikiem kopania leżącego. O rządzie podobnie. No, bo czy ktoś wie co robi, gdy zgłasza pomysł, by aktorzy teatralni nie mogli grać w serialach? To może podsuńmy następny pomysł godny rządowego rozpatrzenia: by dziennikarze prasowi mieli zakaz wstępu i występów w telewizji. Albo podobny - gdy ukończysz wydział rzeźby, malować możesz co najwyżej ściany. Ale tylko w swoim domu... To może wprowadźmy rządowy przepis, by telewizyjni publiczni decydenci byli obowiązkowo po psychologii. Może wtedy będą wiedzieć, co poza podejrzanym moralnie serialem „Moda na sukces” pokazywać narodowi... A czy naprawdę wiedzą co robią ci, którzy skuszeni pozornymi oszczędnościami dali się namówić do zmuszenia narodu, by dwa razy w roku „zmieniał” czas? Kretynizm godzien Nobla dla myślących inaczej. Jaka to oszczędność, skoro wieczorem muszę zapalić światło o godzinę wcześniej, a rano i tak śpię dopóki się nie rozjaśni? Nikt nie słucha mądrych lekarzy ze Stanów i Japonii (przecież tylko tam są mądrzy lekarze), którzy twierdzą, że zmienianie czasu obniża odporność naszego organizmu. Mało tego, przez grzebanie w zegarku może dopaść nas nadciśnienie (jeżeli go jeszcze nie mamy), może podnieść się nam poziom cholesterolu (nareszcie się nam coś podniesie), możemy mieć stany zapalne (i to nie w Afganistanie czy na Filipinach), a nawet – i tu koniec żartów – zachorować na raka. Sprawa jest więc poważniejsza niż by się wydawało. Ale nasi decydenci o tym nie wiedzą. A poza tym, proszę decydentów, zmieniać to trzeba skarpetki i koszule. Ale na pewno nie czas. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|