|
Niedziela, 1 Sierpnia 2010
|
| Prawa narodowe |
|
|
| 02.11.2009. | |
|
Bardzo niewielu polityków mówi, że chce komuś odebrać „prawa
narodowe”. W krajach okupowanych przez Wspólnotę Europejską
uszczuplanie „praw mniejszości narodowych” jest wręcz uważane za
przestępstwo. Jednak, jak to w d***kracji, nikt nie precyzuje, co to
takiego, te „prawa narodowe”?
Najogólniej rozumie się przez to, że ludzie mają prawo mówić w swoim języku, pielęgnować swoje narodowe obyczaje – i tak samo wychowywać dzieci. Zgoda na taką definicję?
Jeśli tak, to rozmaite mniejszości w Polsce są uciskane. Np. Cyganie. Próbuje im się odbierać dzieci i na siłę posyłać do szkoły, gdzie się je wynarodowia, ucząc w obcym dla nich języku polskim. W dodatku tępi się ich kulturę – jeszcze za Stalina mieli sporo wolności, ale gdy nastał narodowy komunista Władysław Gomułka, to zabronił im mieszkać w ich wozach – od czego zawaliła się cała ich tradycja kulturowa. Ba! Kolejne reżymy próbują karać Cyganów za to, że potrafią wydać 13-letnią panienkę za 16-letniego chłopaka; na szczęście prokuratury starają się przymykać na to oko – ale przecież tym młodym ludziom, mającym na ogół jak najbardziej katolicki ślub, grozi oskarżenie o „pedofilię” - a co oni są winni, że jako naród południowy dojrzewają wcześniej?
W efekcie Cyganie się zdemoralizowali. Zamiast jeździć taborami po kraju, pracowicie czyścić kotły, robić garnki i patelnie, wróżyć, handlować końmi i kraść kury – mieszkają w blokach i podzielili się na dwie grupy: plebs, który żyje z zasiłków – i arystokrację, która kradnie samochody. A Polacy, którzy kiedyś podziwiali wolnych Cyganów, zaczęli nimi pogardzać i ich tępić. Ja jestem przedstawicielem polskiej większości – więc swoje dzieci mogłem posyłać do szkoły... no, właśnie: czy „polskiej”? Nawet Józef Stalin mawiał, że „socjalizm pasuje do Polaka, jak siodło do krowy” - a moi rodzice musieli posłać mnie do szkoły, gdzie uczono mnie rożnych socjalistycznych doktryn – i tak jest do dzisiaj!! Ja -i parunasto-procentowa mniejszość okazałem się odporny – ale 85%-om Polaków udało się wbić we łby, że „sprawiedliwość społeczna” (czyli zaprzeczenie „sprawiedliwości”!) jest czymś dobrym, że świetnie jest, jak wszyscy mają po równo... Gdyby coś takiego powiedzieć w roku 1600 to szlachta rzuciłaby się z szablami, by „bigosować” (arianie, czyli :”bracia polscy”, którzy to właśnie głosili, byli jedyną grupą wyznaniową wyjętą okresami spod prawa I Rzeczypospolitej!) Obecnie jest gorzej. Moje wnuki są – lub będą, jeśli powstanie UE – pod przymusem uczone, że homoseksualizm, zoofilia, a może nawet nekrofilia to „normalne, naturalne życie seksualne”. Większość rozsądnych rodziców w Polsce bynajmniej nie chce, by ich dzieci były uczone, że homosie to jakiś gorszy gatunek: chce, by w szkole w ogóle nie mówiono o sprawach intymnych, które z natury rzeczy nie nadają się do omawiania publicznie. Tak właśnie było za okupacji Polski przez I Rzeczpospolitą, Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Poznańskie, Królestwo Galicji i Lodomerii, II Rzeczypospolitą, a nawet Generalną Gubernię i PRL. Takie są nasze tradycje narodowe i kulturowe – i jakoś nasi „nieuświadomieni” dziadkowie mieli całkiem spory przyrost naturalny. No, i co? I nic! Garstka okupantów wierzących w narzucaną z Paryża, Berlina i Brukseli ideologię depcze nasze prawa narodowe - a ludzie mało się buntują. Bo tylko tym 15% ludzi zależy na tym, jak wychowywane są ich dzieci – a 85% ma to w nosie; niech państwo się nimi zajmuje. Ja, gdybym mógł wybierać, a obowiązywałby przymus szkolny - zdecydowanie wolałbym, by moje dziecko chodziło do szkoły z wykładowym językiem rosyjskim, angielskim, czy niemieckim – a za to uczyło się normalnych przedmiotów – niż do szkoły, gdzie wbija się mu w głowę po polsku, że homoseksualizm i „sprawiedliwość społeczna” są czymś normalnym, a nawet „dobrym”. Kopernik chodził do szkoły z językiem łacińskim – i jakoś Mu to nie zaszkodziło. Ba! Nawet dziś istnieją w Polsce szkoły z językiem wykładowym nie-polskim – i ludzie, również (imaginez-vous!!) Polacy – dobrowolnie posyłają do nich swoje dzieci. Bo w szkole powinny być szanowane tradycje narodowe – a język, w jakim się ich nie szarga, jest dość obojętny. Dopóki, oczywiście, nie zakazuje się nim mówić w domu czy na ulicy. Janusz Korwin-Mikke http://korwin-mikke.pl |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|