|
Niedziela, 1 Sierpnia 2010
|
| Ekologia? - Śmiechu warte! |
|
|
| 21.10.2009. | |
|
Hasło ekologia to to, co od dłuższego czasu towarzyszy nam na każdym kroku. Nie, żebym był przeciw! Wręcz przeciwnie, ale...
Jak zwykle przy okazji wzniosłych haseł są tacy co z chęcią ukręcą na tym dobry interes. Parę już lat kupujemy np. energooszczędne żarówki. Z tą energooszczędnością to wcale nie jest tak różowo. Okazuje się, że po pierwsze oszczędności to mamy pod warunkiem, iż taka mała świetlówka pali się jakiś czas. W momencie gdy włączamy ją na krótki czas, pobiera o wiele więcej prądu niż zwykła żarówka, tak więc gdy mamy ją zamontowaną np. w toalecie czy łazience to o oszczędności należy zapomnieć.
Do tego żarówki energooszczędne są bardzo nie zdrowe dla naszych oczu. Ale co tam, grunt, że wmawia się nam ich wyższość nad tymi zwykłymi. Trzeba też pamiętać o utylizacji tych genialnych świecideł. To wcale nie takie proste i przede wszystkim kosztowne. Ostatnio dowiadujemy się, że wycofuje się ze sprzedaży dotychczasowe sprawdzone przez lata banieczki. Wpierw na pierwszy ogień poszły te100 watowe. Radzę zrobić zapasy bo już zaczynają drożeć. Na szczęście są pomysłowi producenci, którzy na rynek wprowadzają żarówki 99 watowe. Gratulacje za pomysłowość! Należy natomiast liczyć się z kolejnymi restrykcjami. Warto przytoczyć przykład jednego ze stanów USA, gdzie wycofane zostały definitywnie konwencjonalne żarówki i zastąpione tymi „energooszczędnymi”. Chwilę po tym pobór energii wzrósł o kilka procent! Gdzie zatem te oszczędności?
Nie wiem jak Wy, ale ja wolę tradycyjne telewizory z kineskopem, a nie nowoczesne plazmy. I nie chodzi tu o niechęć do nowoczesności. Jakoś lepiej ogląda mi się filmy w normalnym telewizorze, ale gdybym chciał kupić nowy telewizor to już nie mam wyboru. Te konwencjonalne to ułamek oferty sklepów AGD. Takie przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Skoro jednak moim tematem koronnym jest motoryzacja, to i tu jest o czym pisać. Wzorem naszych sojuszników zza oceanu i Europa oszalała. Za chwilę będziemy musieli lakierować samochody jedynie lakierami wodorozcieńczalnymi. Ot – ekologia! Nic bardziej mylnego. Z pozoru dla laika wszystko jest jasne, ale gdy zgłębimy temat, wychodzi na to, że to zwykły pic na wodę, fotomontaż! Okazuje się, że te dotychczasowe śmierdzące lakiery są bardziej ekologiczne niż wodne. Jak to możliwe? Otóż śmierdziele nawet gdy się nimi upaskudzimy można zmyć równie śmierdzącym rozcieńczalnikiem. W najgorszym wypadku będziemy mieć czerwone łapy. Wiadomo przecież, iż żaden rozsądny lakiernik nie będzie malował bez maski. Niestety w wypadku lakierów wodorozcieńczalnych zaleca się używanie pełnych kombinezonów roboczych. Dlaczego tak? Wyjaśnienie jest proste. Lakier wodny w przeciwieństwie do śmierdziucha jest absorbowany przez skórę i może powodować bardzo poważne podrażnienia. Przy okazji takim lakierem nie da się malować za pomocą zwykłych pistoletów lakierniczych – po chwili wszystko by zardzewiało. Tak więc interes się kręci. Chciał nie chciał każdy w branży musi zakupić nowy kosztowny sprzęt. Na koniec warto zastanowić się nad słynną dziurą ozonową . Jak słyszymy wszystkiemu winne są nieszczęsne samochody i motocykle. One przecież emitują do atmosfery wszystko co najgorsze, do tego jeszcze dezodoranty, lodówki i co tam jeszcze!. Wierutna bzdura. Prawda jest całkiem inna. Za efekt cieplarniany głównie odpowiedzialne są samoloty, ale przecież nikt nie wróci do napędu na gumkę lub innego alternatywnego. Tak to właśnie robi się nas w wała, a ktoś ma na tym złoty interes. Owszem, wszelkie działania proekologiczne warto popierać i myśleć o przyszłości naszej zaśmieconej i zatrutej planety, ale rozumnie nie dając się zwariować. Dobrze, że rezygnujemy z tzw jednorazówek, dalej warto by skasować pety czyli butelki do napojów. Papierowe torby znane z amerykańskich filmów dużo by tu pomogły. Można je np. spalić, a nawet po porzuconych w rowie po kilku deszczach nie zostanie nawet ślad. Warto przypomnieć sobie czasy wszechobecnej szczęśliwości, gdy istniały skupy butelek i makulatury. Nie wiem czy to się tak do końca opłacało, ale jakoś nie pamiętam rowów pełnych nierozkładalnych plastików, których mamy dziś całe sterty i nikt nie wie jak sobie z tym poradzić. Podsumowując – ekologia tak, głupota nie! |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|